Największe klubowe szaleństwo sylwestrowej nocy
Największe klubowe szaleństwo sylwestrowej nocy I Love New Year – Klubowy sylwester, którego nie da rady podrobić. W tym roku mogliśmy posłuchać między innymi występów: Marcus Schossow, Kyau & Albert, Chocolate Puma, Orjan Nielsen. Kto w tym roku zaskoczył a kto zniechęcił do siebie? Przeczytajcie !

I Love New Year – Klubowy sylwester, którego nie da rady podrobić, od pięciu lat odbywający się we Wrocławskiej Hali Stulecia. Po długim remoncie Stulatki taka impreza była niemałym wyzwaniem dla tego budynku. Poprawiony parkiet, ładnie przebudowane pomieszczenia i korytarze. Wracając do samej imprezy. Klubowicze w tym roku nie mieli problemu z wejściem. Wszystko odbywało się płynnie, co niestety na takich imprezach jest często problemem.

Wchodząc na Main floor można było zauważyć scenę od samego „progu”. Scena przypominała olbrzymie przepołowione na pół słońce, z wieloma ledowymi ekranami, światłami i kilkoma laserami.

Na sam początek na pożarcie spragnionych muzycznie klubowiczów rzuceni zostali Dj Bratos i eSquire. Najpierw Bratos, później eSquire starali się rozruszać pierwszych gości, którzy pojawili się na parkiecie. W różnorakich nastrojach po obu setach nadszedł czas na Micky Slim'a.

Przedstawiciel minimalistyczno - housowej sceny grając przez niecałą godzinę zagrał kilka swoich klasyków, między innymi „I'm A Freak " w oryginalnej wersji czy „Tonight". Sprzyjające zwariowane utwory, które były miksowane w różnoraki sposób urozmaicały czas spędzony na parkiecie przy występie artysty. Dzięki temu parkiet zapełniał się coraz bardziej. Pożegnany wielkimi brawami, Micky ustąpił miejsca Marcusowi Schossowowi.

Każdy spodziewał się, że przy tym DJ'u nie będzie można usiedzieć czy nawet bezczynnie stać w miejscu. Zaserwował prawdziwą housową ucztę dla każdego ucha, które słuchało jego występu.Zapewne każdy był zadowolony gdy w głośnikach usłyszał bardzo popularny utwór Avicci - „Levels"a także Marcel Woods - „Advanced (Tiesto Remix)" czy nawet Gareth Emery – „Tokyo". Coraz bardziej można było odczuć, że za niedługo rok 2011 przejdzie do przeszłości i rozpocznie się nowy, oby jeszcze lepszy rok 2012.

Przyszła kolej na sympatyczny duet Kyau & Albert. Znany jest z niesamowitych wokali, także z wpadających w ucho trance'owych utworów. Miłą niespodzianką którą zaskoczyli był śpiewający wokale Albert. Byłem zaskoczony perfekcyjnym śpiewem artysty. Nie mogło zabraknąć w ich secie takich utworów jak autorski „Are You Fine (Arty Remix)” czy Fragma - „Toca me”. Niemiecki duet nastrajał nas rytmami do samej północy. Klubowicze którzy byli blisko sceny mieli okazję złapać koszulki z autografami wykonawców. Czas mijał szybko i nieubłaganie. Dochodziła godzina dwudziesta czwarta. Na parkiecie zrobiło się ciemno. Na wizualizacji pojawił się wielki zegar który odliczał ostatnie sekundy

…..3....2...1....

Rozległo się głośne Happy New Year i na scenę wskoczyli Simon & Fang ze swoim New Year Power Hour live mix. Każdy czekał na godzinę niesamowitego mixu z utworami zmieniającymi się jeden za drugim co kilkadziesiąt sekund. Tym razem artyści mieli za zadanie zaprezentować nam mijający rok z najlepszymi muzycznymi hitami. Klasyków było co niemiara: Fedde Le Grand - „So Much Love (Original Club Mix)”, Tiesto - „Maximal Crazy”, czy po raz kolejny Avici – „Levels”, z którego ludzie byli chyba najbardziej zadowoleni :) Nie zabrakło też nowości, która doprowadza chyba każdego do drżącego serca. Mowa tutaj o Alex M.O.R.P.H. feat. Sylvia Tosun - „An Angel's Love (Vocal Mix)”. Na sam koniec puścili Numer 1 roku 2011 wybrany przez słuchaczy radiowej audycji ASOT, mianowicie Aly & Fila feat. Jwaydan - „We Control The Sunlight”. Idealny koniec godzinnej przygody na rozpoczynający się nowy rok.

Minęła pierwsza godzina nowego roku gdy za sterami stanął duet Chocolate Puma, najbardziej znany chyba ze swojego hitu „I wanna be you”, który w bardzo podrasowanej wersji mogliśmy usłyszeć. Oj to było półtora godziny niezłej muzycznej „sieczki”. Dla niektórych męczące, dla niektórych za to niebiańska chwila. Tak określił bym występ tych dwóch panów. Grając takie nutki jak: Calvin Harris - „Feel So Close”, Brahms, Klement Bonelli - „Los Chicanos (Claude Monnet Mix)” czy Sandro Silva & Quintino - „Epic (Original Mix)” utwierdzali mnie w przekonaniu, że organizator bardzo dobrze wiedział jak rozstawić DJ'ów grających w tą niesamowitą noc. Pod koniec występu Czekoladowych Pum na scenie pojawił się Roger Shah ze swoimi przenośnymi syntezatorami.

Szykowała się osiemdziesięciopięciominutowa uczta po trance'owych klasykach. Kto tak uważał za bardzo się nie pomylił. Zaczynając hitem Armin Van Buuren & Roger Shah Feat. Chiris Jones - „Going Wrong (Shah's Magic Island Mix)” i dogrywając na syntezatorze niektóre frazy muzyczne, chyba każdemu pojawiały się ciarki na plecach...

Niesamowitym zaskoczeniem było przyprowadzenie pięknej nieznajomej kobiety na scenę i zagranie z nią na syntezatorze Paul van Dyk - „For An Angel”. Czas mijał przyjemnie przy rytmach Delerium feat. Sarah McLachlan - „Silence (W&W vs. Jonas Stenberg Remix)”, Empire Of The Sun - „We Are The People (Shah's Pumpin Island Remix)”, Roger Shah feat. Nuera - „Guess (Album Club Mix)”. Na koniec Roger pożegnał się wychodząc przed scenę i kłaniając się. Wszyscy klaskali i skandowali jego imię.

Następny był Orjan Nielsen, gwiazda której chyba nie trzeba przedstawiać. Trance'owych fanów na jego secie na pewno nie zabrakło. Było kilka zaskoczeń z jego strony pod względem muzycznym. Może to i dobrze, w końcu nie samym trancem żyje człowiek :) Była też okazja usłyszeć odświeżony utwór Tiesto – „Traffic” w remixie Arneja, popularny ostatnio duet czyli : System F vs. Armin Van Buuren – „Brute”, a także „Between The Rays” i „Atchoo!” Oriana. Artysta do samego końca swojego występu nie zwalniał tempa i zaspokajał podniebienia muzyczne każdego uczestnika imprezy. Gdy schodził ze sceny ludzie klaskali mu w podzięce na pożegnanie.

Ostatnim wykonawcą był Next DJ. Najwytrwalsi mogli bawić się przy utworach takich jak: W&W vs Jonas Stenberg - „Alligator Fuckhouse (Andrew Rayel stadium remix)”, Fei-Fei – „Hellion” lub Simon Patterson – „Smack”. Równo o godzinie szóstej scena została wygaszona co oznaczało że to już koniec tej jedynej w roku niesamowitej nocy.

Podsumowując, tak duża hala mogłaby pomieścić jeszcze przynajmniej tysiąc ludzi jak nie więcej. W niektórych momentach setów DJ'skich parkiet świecił prawie w połowie pustkami. Niestety kolejek nie dało się uniknąć ani po jedzenie ani do toalet. Muzycznie impreza dała radę choć wiadomo są gusta i guściki. Nigdy wszystkim się nie dogodzi. Moim zdaniem jednak to była udana noc sylwestrowa. Miejmy nadzieję że za rok Agencja MSM będzie chciała kontynuować tradycję tej imprezy.
4,3 /3
Data publikacji: 2012-01-06
Komentarze

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz.