"Made In Germany" czyli Mayday Polska
"Made In Germany" czyli Mayday Polska Kolejna edycja Mayday Polska już za nami. Mimo tego, że odbyła się po raz trzynasty to nie była pechową! Rekordowa frekwencja, wspaniała oprawa świetlna i niesamowita atmosfera świadczą o tym dobitnie. Przeżyjmy więc raz jeszcze tę niezapomnianą noc!

Minął już tydzień od zakończenia kolejnej edycji Mayday Polska. Emocje już trochę osłabły, a i sale katowickiego Spodka już pewnie dawno wysprzątane. Czas więc na podsumowanie tej wyjątkowej listopadowej nocy. Tegoroczna impreza odbyła się pod dość kontrowersyjnym hasłem "Made In Germany". Co prawda Mayday powstał w Niemczech i do tej pory główna impreza jest tam organizowana, to jednak organizowanie edycji w innych krajach pod tym hasłem wydaje się pomysłem nietrafionym. Na szczęście od niego o wiele ważniejsza jest muzyka.

Mayday Polska 2012
Jak co roku organizatorzy postarali się aby jak najwięcej muzycznych oczekiwań zostało spełnionych. W tym roku jednak pojawiła się zmiana jeżeli chodzi o sceny. Mianowicie "Ballroom" został zastąpiony przez "Classic Floor". Pozostałe dwie, czyli "Arena" i "Showroom" pozostały bez zmian, zarówno w swojej nazwie jak i muzyce którą można było na nich usłyszeć.
Imprezę rozpoczął występ Cherry'ego. Jak zwykle mocno energetyczna mieszanka tłustych bitów i skocznego breaku. Idealny set na rozkręcenie zabawy. Nie w nim oczywiście autorskiego remiksu do tegorocznego hymnu imprezy, czyli "Perfect Machine".
Następny występ na jaki się wybrał był pierwszym występem na scenie "Classic Floor". Grał tam mianowicie Taucher, legenda niemieckiej muzyki trance. Jego set obfitował zarówno w największe hity tego gatunku, ale również w pozycje mniej znane. Wszystko utrzymane w klimacie brzmienia z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to trance dominował na klubowych parkietach całego świata, a sama gatunek przeżywał swój "złoty wiek". Okazało się również, że Taucher to prawdziwe "sceniczne zwierze", które nie tylko konsolety używa żeby porwać publiczność.
O 23 wróciłem na scenę główną, czyli "Arenę". Pojawił się na niej duet Extrawelt. Tworzą go pochodzący z Hamburga Arne Schaffhausen i Wayan Raabe. Muzycy swoje produkcje wydają w takich labelach jak Cocoon Recordings czy Traum Schallplatten. Ich brzmienie to połączenie dynamicznego tech-house'u z neotrance'ową melodyką. Nie inaczej było na scenie. Zagrali tam swoje produkcje w innych, niż studyjne, aranżacjach, odsłaniając jednocześnie ogromny potencjał jaki drzemie w ich muzyce. Nie będę ukrywał, że był to dla mnie występ wieczoru i patrząc na ludzi na parkiecie, nie tylko ja tak dobrze się bawiłem.
Po tym występie udałem się ponownie na scenę "Classic Floor" gdzie od godziny swój set prezentował Dr. Motte, człowiek legenda, którego sylwetki przedstawiać chyba nie muszę. Jeżeli chodzi o muzyczną stronę tego występu to łączyła ona ze sobą klasyczne brzmienie techno z lat dziewięćdziesiątych oraz nowoczesne brzmienie tegoż stylu. Co jakiś czas grany był jakiś autorski klasyk typu "One World One Future" czy "Der Klang Der Familie". Poza muzyką występ Matthiasa miał również coś z performance'u. Co jakiś czas leciały w stronę publiczności koszulki czy płyty winylowe, sam DJ nawiązał z publiką prawdziwą komunikację. Po zakończeniu setu wyszedł do bawiących się ludzi, gdzie pozował z nimi do zdjęć i rozdawał autografy. W tym czasie na scenie pojawił się duet Raver's Nature, który przeniósł wszystkich w świat happy hardcore'u. Ja jednak postanowiłem udać się znów na "Arenę".
Tutaj swój występ rozpoczynał Adam Beyer, jedna z największych gwiazd tego wieczoru. Jak zwykle niezawodny w tym co robi rozgrzał parkiet do czerwoności. Było mocno, było szybki, było energetycznie! Każdy kto oczekiwał takiej mieszanki techno i tech-house'u nie zwiódł się. Te półtorej godziny wprawiło wszystkich w odpowiedni nastrój na punkt kulminacyjny. Dziesięć minut po trzeciej na scenie pojawili się Members Of Mayday. Zaczęło się od intra, którym był temat z Odysei Kosmicznej wzbogacony o sample z tegorocznego hymnu. Po nim poleciał zeszłoroczny temat czyli "Ravemobil", a później "Make My Day" okraszony słynnym samplem z "Mayday Anthem". Kolejny hymn jaki zabrzmiał to "Save The Robots", a po nim trochę zapomniana "New Euphoria". Wielki aplauz publiczności wywołał "Datapop". Po nim zabrzmiał w pełnej krasie "Perfect Machine", a całość zwieńczył kultowy "Sonic Empire". Warto wspomnieć o naprawdę imponującym laser show, który stanowił doskonałą oprawę wizualną dla tego wyjątkowego występu. Było to najbardziej widoczne gdy posypało się confetti.
Tradycyjnie po "Memberach" za konsoletą pojawił się WestBam który, moim zdaniem, dał jeden z najlepszych setów w ostatnich latach podczas Mayday Polska. To była prawdziwa wysokoenergetyczna muzyczna mieszanka nowych brzmień. Były breaki, nu rave, electro, house, techno i wszystko to co człowiek wymyślił, a czego jeszcze nie zdążył nazwać. Prawdziwa uczta dla ucha. Wydaje mi się, że podczas tego setu West zagrał kilka utworów ze swojej nowej płyty, która ukaże się wiosną przyszłego roku, ale to będę mógł zweryfikować dopiero po jej ukazaniu.

Forward Ever - Backward Never?
W tym miejscu chciałbym poruszyć temat sensu istnienia "Classic Floor". Dobitnie było to widać podczas setu jaki dał Mark'Oh. Jego występ to moim zdaniem zaprzeczenie idei z jaką do tej pory kojarzyłem Mayday. Nie chodzi już o to, że zagrał sam trance i hands'upy ale również sposób w jaki ten set był prowadzony. Bardziej niż Mayday przypominało to słynne "manieczki". Z matki wszystkich rave party zrobiło się coś na kształt dyskoteki dorosłego człowieka. Czy o to chodziło gdy powstawał Mayday? Chyba nie, czego dowodem jest jedno z haseł Mayday, czyli "Forward Ever - Backward Never". Tymczasem scenę "Ballroom" na której można było usłyszeć brzmienia mniej mainstreamowe zastąpiono "Classic Floorem", na którym dominowała dawno przebrzmiała stylistyka. O ile taki scena ma rację bytu podczas jubileuszowych edycji, o tyle wprowadzanie jej na stałe do programu imprezy jest, moim zdaniem, dużym błędem.

Podsumowanie
Tegoroczną edycję Mayday uważam za bardzo udaną. Poza stroną muzyczną, którą opisałem powyżej, bardzo pozytywne wrażenie zrobiła oprawa wizualna. Co prawda na scenie "Showroom" przez pewien czas był lekki przeskok pomiędzy tym co leciało z przodu sceny, a głośnikami z tyłu. Na szczęście to zostało skorygowane. Poza tym wszystko zostało zorganizowane na najwyższym poziomie. To co rzucało się w oczy to ogromna ilość bawiących się ludzi. Jak przeczytać można na oficjalnej stronie Mayday Polska, frekwencja była rekordowa i rzeczywiście trudno z tym polemizować. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zmobilizuje to organizatorów do jeszcze bardziej wytężonej pracy nad kolejną edycją która już za rok.
5,0 /2
Data publikacji: 2012-11-18
Komentarze

Najs job :D

Dodano: 16:45 20.11.2012 zgłoś nadużycie