Festiwal pozytywnych zmian czyli trzecia edycja Boogie Brain
Festiwal pozytywnych zmian czyli trzecia edycja Boogie Brain Trzecia edycja Boogie Brain już za nami. Czas więc na kompleksowe sprawozdanie z tego szczecińskiego festiwalu, który odbył się w dniach 23-24 lipca na Łasztowi gromadząc kilkutysięczną publiczność.

Tegoroczna edycja Boogie Brain była edycją wielkich zmian. Zmianie uległo przede wszystkim miejsce, na którym odbywał się festiwal. Obiekt Teatru Letniego, który nie do końca nadawał się do tego typu imprez został tym razem zastąpiony terenem portu przeładunkowego znajdującego się na wyspie Łasztownia. Była to w pełni słuszna decyzja, którą popierają sami festiwalowicze, gdyż tamtejszy teren dużo bardziej nadaje się do organizowania koncertów i imprez masowych a industrialny krajobraz tamtego miejsca nadaje mu dodatkowy urok. Wielkie brawa dla organizatorów za tę decyzję!

Przejdźmy zatem do samego festiwalu. Dotychczasowe edycje Boogie Brain charakteryzował jeden nieodzowny element a mianowicie deszcz, którego bardzo mocne opady były zmorą organizatorów, niejednokrotnie powodując zalanie sprzętu scenicznego i instrumentów oraz oczywiście skutecznie utrudniało to zabawę na samej imprezie. Z tego też powodu Boogie Brain zostało ochrzczone na „Boogie Rain”. Podobnie było również i w tym roku, kiedy to po wcześniejszych upalnych tygodniach wraz z rozpoczęciem Boogie Brain nad Szczecinem pojawiły się deszczowe chmury, które na szczęście dokuczały tylko pierwszego dnia festiwalu.

Boogie Brain (dzień pierwszy)
Boogie Brain 2010 oficjalnie rozpoczął występ duetu Pol_on na Laif Stage oraz koncert My Head Is Dubby na zlokalizowanej po przeciwnej stronie scenie Red Bull Tour Bus znajdującej się właśnie na dachu autobusu. Wszyscy ci artyści mieli niezwykle trudne zadanie wyciągnięcia z ogródków piwnych niewielką, lecz stale przybywającą grupę ludzi, która początkowo niechętnie miała ochotę na tańce pod którąś ze scen i wolała uraczyć się najpierw chmielowym trunkiem. Muzyka grana przez Pol_on, była bardzo wolna, deep’owa i również skłaniała bardziej do siedzenia niż do tańczenia. Sytuację zmienił dopiero Maximilian Skiba, który swój występ zaczął od mocnego uderzenia, serwując bardzo energetyczną dawkę muzyki. Efekt tego był niemal natychmiastowy i teren pod sceną zaczął się powoli zapełniać. Podobnie też się działo na przeciwległej scenie Red Bull’a, na której swój koncert zaczął zespół Papryka Korps, racząc wszystkich rytmami muzyki regge. Padający deszcz nadal się zmagał a festiwal musiał trwać dalej. Po Maximilianie na Laif’ową scenę wkroczył kolejny duet, Supra1. Oni również swój występ zaczęli od mocnego akcentu serwując niezła mieszankę technicznych bitów, którą pod koniec zamienili na bardziej dubstepową. Z pewnością był to ukłon w kierunku MS Dynamite, która wystąpiła zaraz po nich i była jedną z jaśniejszych gwiazd tegorocznego Boogie Brain. Po prostu rozhulała całą Łasztownią. Swoim głosem i doskonałym kontaktem z publicznością rozkochała w sobie tłumy bawiące się razem z nią pod sceną. Od strony muzycznej jej koncert prezentował się również ciekawie, bowiem towarzyszący jej DJ znakomicie poruszał się w różnych stylistykach muzyki elektronicznej począwszy od dubstepu, przez drum & bass aż nawet po R&B. Wszystko pięknie i zgrabnie wiążąc ze sobą w jedną całość i utrzymując tzw. „flow”. Jej występ z pewnością zapadnie w pamięci wielu osób, podobnie jak występ innej „kobiety dynamit” jaką jest niewątpliwie Maria Peszek, która w tym czasie wystąpiła wraz z zespołem na dachu Red Bull’owego autobusu. Maria Peszek jest obecnie jedną z najbardziej popularnych i kontrowersyjnych polskich piosenkarek i dało się to również odczuć w trakcie jej pełnego ekspresji koncertu, który wbrew wcześniejszym planom nie był w wersji „klubowej” lecz prezentował standardowy repertuar artystki, będącej również wyróżniającą się postacią podczas Boogie Brain. Tymczasem na scenie Laif’a pojawiły się „Koty i Psy” czyli wyczekiwany przez wielu szczeciński duet Catz’n’Dogz. Z pewnością nie zawiedli swoim występem roztańcoznej publiki, bo ta ani myślała opuszczać terenu pod sceną. Również miłośnicy hip-hopowych rytmów wspaniale się bawili na drugiej scenie na koncercie Fisz Emade a wcześniej również Łony & The Pimps. Tam o dopchaniu się pod samą scenę można było tylko pomarzyć. Występy na Laif Stage kończył wyczekiwany przez wielu Jacek Sienkiewicz, który zaprezentował swój techniczny live act. Mimo wszystko pod sceną robiło się coraz bardziej pusto a do samego końca zostali tylko najwytrwalsi a sam Jacek swój występ zakończył bardzo spokojnymi ambientowymi dźwiękami.

Boogie Brain (dzień drugi)
Drugi dzień Boogie Brain upłynął w rytmach dubstepu i tech-house’u i właśnie te dwa style muzyczne dominowały na scenie Berlińskiej i UK. Na pierwszej z nich jako pierwszy wystąpił Till von Sein, którego set można potraktować jako jedno intro występów na scenie berlińskiej. Jak na pierwszego grającego tego dnia artystę przystało, Till nie forsował tempa, spokojnie budując tym samym klimat imprezy. Znacznie bardziej żywiołowo było na scenie brytyjskiej, na której dosyć energetycznie zaczął duet Innocent Sorcerers i to im, ze wszystkich rozpoczynających imprezę artystów udało się przyciągnąć pod scenę najwięcej pierwszych tancerzy. Zupełnie inaczej swój występ rozpoczęła kolejna gwiazda tegorocznej edycji – Benji B. Zaczął wolno, wręcz bardzo wolno i niestety nie podtrzymał żywiołowego klimatu jaki stworzyli jego poprzednicy. Mimo to pod scena gromadziło się coraz więcej jego fanów, lecz trochę czasu minęło zanim zaczęli tańczyć przy jego muzyce. Z kolei na scenie berlińskiej pojawił się zespół Jahcoozi. Większość ich koncertu wypełniały spokojne, melancholijne piosenki pełne przestrzennych dźwięków. Dopiero na koniec Jahcoozi dało czadu serwując żywiołowe piosenki z mocnymi gitarowymi riffami oraz swój wielki szlagier „Close To Me” będący ich własną interpretacją słynnego przeboju zespołu The Cure. Mocną, żywiołową muzykę zaprezentował też ten na którego wielu czekało czyli Henrik Schwarz. Heniek zazwyczaj gra spokojnie i deepowo natomiast jego live act podczas Boogie Brain był naprawdę niesamowity. Z głośników rozbrzmiewały masywne techniczne bity urozmaicane różnymi innymi dźwiękami. Nie zabrakło również Michaela Jacksona w piosence „Wanna Be Startin' Somethin'”, oczywiście we własnej interpretacji Schwarza. Tymczasem na UK Stage publikę do czerwoności rozgrzał nie kto inny jak MJ Cole. Jego występ był naprawdę pierwszorzędny a publika wręcz szalała przy jego dubstepowych numerach. Podobnie było również gdy za deckami pojawił się Zed Bias i towarzyszący mu MC Fox. Moc i energia po prostu płynęła z głośników a tłum pod sceną szalał dalej, aż barierki się trzęsły. Nie inaczej było również gdy za gramofonami pojawił się Marcus Intalex i MC Fats. Euforia unosząca się przed sceną nie malała, wręcz przeciwnie. MC Fats oraz wcześniej MC Fox znakomicie podkręcali atmosferę. Zupełnie inaczej było w tym czasie na scenie berlińskiej podczas występu Dixona. Tam królowały bardzo wolne, spokojne, wręcz senne rytmy. Zupełnie jakby miał być to ostatni występ na tej scenie a tak wcale nie było bowiem artystą zamykającym Berlin Stage był Shed, który zaprezentował się ze swoim live actem. Shed podkręcił nieco tempo, lecz pod jego sceną po godzinie robiło się coraz puściej. Jedni wracali już do domu a ci najbardziej wytrwali wędrowali pod scenę UK gdzie swój występ rozpoczął Actress. Dochodziła godzina czwarta nad ranem a Actress ani myślał o tym aby układać kogoś do snu. Zaprezentował bowiem niezwykle energetycznego seta, który mimo wielkiego zmęczenia, aż sam porywał do tańca. Naprawdę zaprezentował kawał dobrej roboty!

Afterparty
Po godzinie piątej rano, organizatorzy zaprosili wszystkich uczestników festiwalu, którzy jeszcze pozostali na oficjalne afterparty w zlokalizowanym nieopodal budynku po starej rzeźni miejskiej zwanym Lastadie. Z zewnątrz był to stary, brudny budynek, lecz w środku wszystko elegancko przygotowane w modernistycznym stylu, czysto i schludnie. Do tego muzyka serwowana przez Catz’n’Dogz, Pol_on i Till von Seina. Czego można chcieć więcej? Naprawdę wzorowy after.

Podsumowanie
Trzecią edycję Boogie Brain z całą pewnością można uznać za najlepszą z dotychczasowych praktycznie pod każdym względem. Po pierwsze sama zmiana miejsca wyszła festiwalowi na dobre. Znacznie większa przestrzeń stworzyła nowe możliwości, które w przyszłości mogą również wpłynąć na dalszy rozwój festiwalu. Po drugie znakomity dobór artystów. Za to naprawdę należy pochwalić organizatorów oraz za to, że zostały wyciągnięte wnioski względem poprzednich festiwali, na których rozstrzał stylistyczny i gatunkowy artystów był tak duży, że powodowało to spadek atrakcyjności festiwalu jako całości patrząc z perspektywy jego uczestnika. Tym razem artyści zostali dobrani wg prezentowanej przez siebie muzyki bez obaw, że występujący po sobie artyści prezentować będą muzykę z dwóch przeciwległych biegunów (np. jazz, d’n’b, rock).

Żeby nie było, że wszystko wyglądało tak pięknie, to można było dopatrzeć się też kilku rażących wad, nad którymi organizatorzy powinni wyciągnąć wnioski organizując kolejne edycję festiwalu w przyszłości. Pierwsza z nich to zdecydowanie za długie przerwy techniczne mające miejsce między występami poszczególnych artystów. Wiadoma sprawa jest, że przy tak dużej liczbie artystów, którzy w swoich występach wykorzystują różny sprzęt, potrzebny jest czas na podłączenie ich instrumentów. Nie mniej jednak przerwy trwające średnio po kilkanaście a nawet kilkadziesiąt minut często budziły niesmak i zdenerwowanie publiczności, która w tym momencie była zmuszona opuścić teren pod sceną i przenieść się pod drugą scenę lub skorzystać z ogródków piwnych po czym po przerwie była ponownie przywoływana pod scenę aby zaczynający swój występ artysta miał dla kogo grać. Nie wiem czy to brak zgrania ekipy technicznej czy też inne czynniki miały na to wpływ, lecz na wielu innych festiwalach sprzęt kolejnego artysty zostaje przygotowany już wcześniej i pozostaje jedynie kwestia podpięcia kabli. Cały ten proces trwa zaledwie chwile, dzięki czemu nie pozwala publiczności na wyjście z rytmu.
Kolejną wadą był niewątpliwie brak dostatecznej ilości zadaszonych obiektów dla festiwalowiczów. Standardowej wielkości parasole w ogródkach piwnych nie spełniały swojej roli podczas pierwszego, deszczowego dnia festiwalu, bowiem padający deszcz spływał po nich i padał dalej na ławki, które po jakiś czasie były całe mokre. Jest to element, który na pewno powinien ulec poprawie, zwłaszcza iż Boogie Brain słynie niestety z często intensywnych opadów deszczu, przed którymi zdecydowanie lepiej uczestników imprezy chroniłyby duże namioty lub inne zadaszone konstrukcje.


Fotogaleria Boogie Brain (dzień pierwszy)

Fotogaleria Boogie Brain (dzień drugi)




Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozprzestrzenianie artykułu bez zgody autora jest zabronione! Prawo chronione przez ustawę z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83.
4,1 /10
Data publikacji: 2010-07-27
Komentarze

Krzysiek, nie masz czasem jakiś filmików z live act'u Sienkiewicza? :)

Dodano: 16:01 27.07.2010 zgłoś nadużycie

Niestety nie mam. Nagrałem telefonem tylko dwa krótkie filmiki Schwarza i Zeda Biasa.

Dodano: 18:01 27.07.2010 zgłoś nadużycie

hi ja nagrywalem Sienka chyba ze 3 krotkie filmiki,ale ich jakosc pozostawia wiele do zyczenia ;//

Dodano: 19:43 27.07.2010 zgłoś nadużycie

Dorwałem już go na youtubie.pl i widać, że nieźle cisnął :)Pewnie warto było go zobaczyć na żywo :(

Dodano: 21:06 27.07.2010 zgłoś nadużycie

dodam do filmikow bo pare znalazlem

Dodano: 21:52 05.07.2011 zgłoś nadużycie